Laboratoriów z wyraźnym efektem
W żadnym przedział ufności nie leżał w całości powyżej zera. Kierunek zgodny z oryginałem miało 9.
Heurystyki i błędy poznawcze · Efekty, które nie przetrwały
Obronił się częściowo
Studenci trzymali w ustach flamaster i oceniali, jak zabawne są komiksy.
Uczestnicy myśleli, że badanie dotyczy wykonywania zadań częściami ciała, których zwykle się do tego nie używa. Jedni trzymali flamaster w zębach, co wymusza na twarzy coś na kształt uśmiechu, drudzy w wargach, co uśmiech blokuje, a trzeci w ręce. Ci z flamastrem w zębach uznali komiksy za najzabawniejsze. Wynik stał się klasycznym dowodem na mimiczne sprzężenie zwrotne, czyli na to, że ułożenie twarzy wpływa na to, co czujemy. Zanim przeczytasz, co stało się z nim później, obstaw wyniki kolejnych sprawdzianów.
Cztery zakłady o wyniki badań. Odpowiedzi zostają w Twojej przeglądarce i nigdzie nie trafiają. Możesz też od razu czytać dalej, ale tekst niżej zdradza wynik.
W skrócie
To pomysł, że ułożenie twarzy zwrotnie wpływa na przeżywane emocje, na przykład że uśmiech, nawet przybrany na polecenie, poprawia nastrój. Ogólna wersja tego pomysłu obroniła się w dużym badaniu, ale efekt jest mały, mniej więcej taki jak po obejrzeniu kilku miłych zdjęć. Słynna wersja z długopisem w zębach nie powtórzyła się w 17 laboratoriach, a w dużym badaniu z 2022 roku dała najsłabszy wynik ze wszystkich sposobów wywołania uśmiechu.
Tu kryje się opis efektu. Zdradza wynik zakładów, więc najpierw obstaw albo odkryj go od razu.
Mimiczne sprzężenie zwrotne
W 2016 roku 17 laboratoriów z kilku krajów powtórzyło pierwsze badanie z 1988 roku według jednego, wcześniej uzgodnionego i sprawdzonego planu. Instrukcje wyświetlał film na ekranie, żeby eksperymentator jak najmniej rozmawiał z uczestnikami. Komiksy z serii The Far Side Gary'ego Larsona, takiej samej jak w oryginale, wybrano wcześniej tak, żeby były średnio zabawne. Uczestnicy oceniali, jak bardzo komiksy ich rozbawiły, czyli odpowiadali na pytanie z drugiego badania z 1988 roku. Do analizy weszły 1894 osoby.
Z długopisem w zębach rozbawienie wypadło średnio o 0,03 punktu wyżej niż z długopisem w wargach, a przedział ufności sięgał od -0,11 do 0,16 punktu. W pierwszym badaniu z 1988 roku różnica wynosiła 0,82. W 9 laboratoriach z 17 wynik szedł w kierunku zgodnym z oryginałem, a w pozostałych 8 nie, czyli mniej więcej tak, jak przy rzucie monetą. W żadnym laboratorium różnica nie była tak duża jak w 1988 roku i w żadnym przedział ufności nie leżał w całości powyżej zera. Autorzy podkreślili jednak, że ich wynik nie obala ogólniejszej hipotezy mimicznego sprzężenia zwrotnego.
Autorzy powtórzenia sami wymienili cztery odstępstwa: nowo dobrane komiksy, minimum kontaktu z eksperymentatorem, pytanie o rozbawienie zamiast o to, jak zabawne są komiksy, oraz kamerę. Eksperymentator po próbnym zadaniu włączał kamerę i wychodził. Nagrania służyły do sprawdzenia, czy uczestnicy trzymali długopis tak, jak trzeba. Fritz Strack, pierwszy autor oryginału, w komentarzu do powtórzeń wskazał właśnie kamerę. Według badań nad samoświadomością kamera kieruje uwagę na siebie, a to może zagłuszać wewnętrzne odczucia i tłumić reakcje emocjonalne.
Czy ktoś zbadał, co robi kamera? W 2018 roku zespół Toma Noaha z Uniwersytetu Hebrajskiego sprawdził to wprost. 200 osób mówiących po hebrajsku przeszło tę samą procedurę z komiksami po hebrajsku, połowa przy kamerze ustawionej na wprost twarzy, połowa bez niej. Kamera w rzeczywistości niczego nie nagrywała. Po wykluczeniach do analizy weszło 166 osób.
Bez kamery średnie ocen wyniosły 5,75 przy długopisie w zębach i 4,92 przy długopisie w wargach, na skali od 0 do 9. Z kamerą było to 5,21 i 5,15, czyli różnica w granicach przypadku. W każdej z czterech grup było około 40 osób.
Bez kamery efekt wrócił, a z kamerą zniknął. Kluczowy test, czy kamera naprawdę zmienia wynik, dał jednak p = 0,051 w teście jednostronnym, czyli tuż nad progiem istotności. Sami autorzy piszą, że do tego testu ich badanie miało zdecydowanie za mało osób.
Kto prowadził to badanie? Projekt Many Smiles zebrał badaczy, którzy w efekt wierzyli, takich, którzy w niego wątpili, i takich bez wyrobionego zdania. Wśród autorów był sam Fritz Strack. Uczestników zebrało 26 zespołów badawczych, a z powodu pandemii wszystko odbywało się przez internet, przy własnym komputerze. Ludzie robili kilka prostych zadań ruchowych przeplatanych rachunkami. W dwóch z tych zadań przez pięć sekund przybierali minę uśmiechniętą albo obojętną, a potem oceniali, ile czują zadowolenia, na skali od 1 do 7. Każdy dostał jeden z trzech sposobów. Jedni naśladowali zdjęcia uśmiechniętych osób, drudzy na polecenie unosili kąciki ust w stronę uszu i podnosili policzki, a trzeci trzymali długopis w zębach albo w wargach. Kamery nie było.
Naśladowanie i uśmiech na polecenie podnosiły zadowolenie o 0,49 i 0,40 punktu. Długopis w zębach dał 0,04 punktu, a analiza bayesowska wskazała umiarkowane dowody na brak efektu. Gdy autorzy złagodzili kryteria wykluczania uczestników, długopis dał już wyraźny wynik, 0,14 punktu. Taką wersję analizy z góry uznali jednak za mniej rygorystyczną. W podsumowaniu napisali, że ich wyniki nie dają jednoznacznego dowodu na efekt długopisu, za to dają mocne dowody, że pełny albo częściowy uśmiech potrafi wzmocnić, a nawet wywołać uczucie zadowolenia.
Jak to się stało, że jedno badanie z długopisem stało się dowodem na wpływ twarzy na emocje?
Skąd się wziął
Czy pomysł, że twarz wpływa na uczucia, jest nowy? Jest znacznie starszy niż badanie z długopisem. Fritz Strack, Leonard Martin i Sabine Stepper odwoływali się do Karola Darwina, który pisał, że okazywanie emocji na twarzy może je wzmacniać, a jej powstrzymywanie osłabiać, i do Williama Jamesa, według którego ruch ciała może uczucie wręcz wywołać. Wcześniejsze badania prosiły ludzi o konkretną minę albo układały im mięśnie twarzy pod pretekstem, na przykład przyklejając elektrody, a badani mogli się domyślić, o jaką minę chodzi. Wtedy nie dało się wykluczyć, że raportują to, czego się po nich spodziewano.
Długopis miał to obejść. Studenci z University of Illinois dostawali flamaster o średnicy 12 milimetrów i słyszeli, że badanie dotyczy wykonywania zadań częściami ciała, których zwykle się do tego nie używa, tak jak robią to osoby z niepełnosprawnością. Jedna grupa trzymała flamaster w wargach, co napina mięsień okrężny ust i nie pozwala się uśmiechnąć. Druga trzymała go w zębach, bez dotykania wargami, co napina mięśnie używane przy uśmiechu. Trzecia trzymała go w ręce, której nie używa do pisania. Uczestnicy łączyli cyfry, podkreślali samogłoski, a potem z flamastrem w tej samej pozycji oceniali cztery komiksy z The Far Side, od 0, czyli wcale nie zabawne, do 9, czyli bardzo zabawne.
Wynik ułożył się dokładnie tak, jak przewidywali autorzy. Wszystkie cztery komiksy wypadły najgorzej przy wargach, a trzy z czterech najlepiej przy zębach. Autorzy sami napisali, że efekt był mały, ale powtarzał się przy kolejnych komiksach. W rozmowach z 12 osobami podobnymi do uczestników żadna nie odgadła celu badania, nawet gdy usłyszała, że prawdziwy cel jest inny niż podany.
Czy zabawny komiks i rozbawienie to to samo? W drugim badaniu, na 83 studentach w Mannheim, autorzy rozdzielili te dwie rzeczy. Jedno pytanie dotyczyło tego, jak zabawny jest komiks, drugie tego, jak bardzo rozbawił uczestnika. Gdy flamaster tkwił w ustach już podczas oglądania, osoby z flamastrem w zębach deklarowały większe rozbawienie, choć same komiksy nie wydawały im się zabawniejsze. Różnica w rozbawieniu była istotna w teście jednostronnym, czyli takim, który z góry zakłada kierunek wyniku.
Wynik zyskał wielki wpływ właśnie dlatego, że uczestnicy nie wiedzieli, że się uśmiechają. Wydawało się, że to wyklucza zgadywanie oczekiwań badaczy. Strack sam zaproponował to badanie do powtórzenia w wielu laboratoriach, bo, jak pisał, potwierdzały je liczne badania jego zespołu i innych zespołów.
Co pokazały kolejne sprawdziany?
Powtórzenia
Każdy punkt niżej mówi, w ilu przypadkach na 100 losowa osoba z wymuszonym uśmiechem oceniała wyżej niż losowa osoba z zablokowanym uśmiechem albo z obojętną miną. Kreska pokazuje przedział podany w pracy albo wyznaczony z danych w niej podanych. Wyjątkiem jest metaanaliza, która łączy różne miny i emocje. Przerywana linia to 50 na 100, czyli brak efektu.
| Badanie lub zestawienie | Na 100 |
|---|
Skoro ogólny efekt istnieje, dlaczego zawiódł akurat długopis?
Dlaczego długopis zawiódł
Co zarzucił powtórzeniu autor oryginału? Strack w komentarzu z 2016 roku wymienił cztery zastrzeżenia. Po pierwsze, większość uczestników powtórzeń pochodziła z puli studentów psychologii, a badanie z długopisem omawia się w podręcznikach. W 14 laboratoriach, które badały studentów psychologii, efekt wyszedł średnio zerowy, a w trzech, które sięgnęły po inne osoby, mały i zgodny z oryginałem. Po drugie, komiksy The Far Side były znakiem lat 80. i mogły bawić inaczej 30 lat później. Po trzecie, kamera. Po czwarte, wskazał nietypowy układ wyników, w którym większe badania dawały większe efekty, choć ten związek był nieistotny (p = 0,069).
W samym raporcie autorzy powtórzenia pisali, że ktoś, kto podejrzewa, że wynik zmienia jakiś szczegół procedury, powinien to najpierw pokazać w badaniu zaplanowanym i zarejestrowanym z wyprzedzeniem, zanim uzna różnicę za wyjaśnioną. Badanie Noaha było właśnie takim zarejestrowanym sprawdzianem, ale okazało się za małe do rozstrzygnięcia.
Ten ostatni punkt dotyczy pierwszego badania z 1988 roku, w którym ludzie oceniali, jak zabawne są komiksy, czyli wydawali ocenę bodźca. Zespół Colesa przypomina, że hipoteza mimicznego sprzężenia zwrotnego dotyczy przede wszystkim przeżywanych emocji, a ocenianie bodźców to jej późniejsze rozszerzenie. Powtórzenie z 2016 roku pytało jednak już o rozbawienie, czyli o przeżywaną emocję, więc stronniczość publikacji w ocenach bodźców nie tłumaczy jego wyniku.
W żadnym przedział ufności nie leżał w całości powyżej zera. Kierunek zgodny z oryginałem miało 9.
Wartość p w teście jednostronnym w badaniu Noaha i in. z 2018 roku, tuż nad progiem istotności.
Długopis w zębach i naśladowanie zdjęć, skala od 1 do 7, Many Smiles.
Mózg i ciało
Gdy ktoś się uśmiecha na polecenie, mózg wysyła polecenie do mięśni, a mięśnie i skóra odsyłają do mózgu sygnał zwrotny. Zwykłe badania nie oddzielą jednego od drugiego. Toksyna botulinowa, znana z zabiegów kosmetycznych, blokuje przekazywanie sygnału z nerwu do mięśnia. Mózg wysyła polecenie zmarszczenia brwi, ale mięsień się nie kurczy, więc sygnał zwrotny z tej części twarzy słabnie. Dlatego badacze nazywają taki zabieg odwracalnym uszkodzeniem.
Zespół Andreasa Hennenlottera losowo podzielił 38 kobiet, które i tak miały przejść zabieg na zmarszczki między brwiami. Połowę badano w skanerze fMRI przed zabiegiem, a połowę dwa tygodnie po nim. W skanerze oglądały twarze gniewne i smutne albo je naśladowały. Przy naśladowaniu gniewnych twarzy kobiety po zabiegu miały słabszą aktywność lewego ciała migdałowatego, struktury ważnej dla emocji. Słabsza była też współpraca ciała migdałowatego z obszarami pnia mózgu, które sterują reakcjami ciała przy emocjach. Autorzy uznali, że podczas naśladowania min sygnał zwrotny z twarzy zmienia pracę ośrodków emocji w mózgu.
Zespół Justina Kima badał kobiety przed zabiegiem, w czasie działania toksyny i około roku później, gdy działanie już minęło. Przed zabiegiem prawe ciało migdałowate reagowało silniej na gniewne twarze niż na radosne. W czasie działania toksyny ta różnica znikła, a po ustąpieniu działania wróciła. Obie różnice, przed zabiegiem i po ustąpieniu działania, były istotne tylko w teście jednostronnym. Do końca badania dotrwało jednak tylko 7 z 10 kobiet, a grupy porównawczej z pozorowanym zastrzykiem nie było. Autorzy nazywają swoje wyniki wstępnymi.
W 2023 roku zespół Shauny i Craiga Starków przebadał 10 kobiet przed zabiegiem i dwa do trzech tygodni po nim, przy oglądaniu twarzy radosnych i gniewnych. Po zabiegu aktywność lewego ciała migdałowatego wzrosła, i to przy obu rodzajach twarzy. Badanie nie wykazało, żeby zmiana zależała od tego, czy twarz była gniewna, czy radosna. Autorzy nazywają badanie pilotażowym.
Ostrożność jest tu konieczna. Wszystkie trzy badania dotyczą mięśnia marszczącego brwi, a nie mięśni uśmiechu. Są małe, a dwa ostatnie dają wyniki, które nie układają się w jeden obraz. W Many Smiles nie miało też znaczenia, jak bardzo ktoś na co dzień zwraca uwagę na sygnały z własnego ciała.
Co z tego wszystkiego wynika dla kogoś, kto chce poprawić sobie nastrój?
Co zostało
Mogłoby się intuicyjnie wydawać, że skoro wymuszony uśmiech działa w laboratorium, wystarczy uśmiechać się do lustra każdego ranka. Autorzy Many Smiles porównali swój wynik z czymś zwyczajnym. Połowa uczestników podczas min oglądała miłe zdjęcia, na przykład psów, kwiatów, kociąt i tęczy, i to podnosiło zadowolenie mniej więcej tak samo jak uśmiech. Nikt nie traktuje oglądania miłych zdjęć jak poważnej metody poprawy samopoczucia, dlatego wielu, choć nie wszyscy autorzy uważają, że uśmiech nią raczej nie zostanie. Dopuszczają, że małe efekty mogą się z czasem sumować. Uśmiech nie zmniejszał też złości ani niepokoju.
Czy to nie jest po prostu efekt oczekiwań? Oczekiwania nie tłumaczą w całości tego, że uśmiech poprawia nastrój. W Many Smiles efekt był większy u osób, które lepiej domyślały się celu badania, ale pojawiał się też u tych, które go nie znały. Zespół Colesa sprawdził to jeszcze inaczej, w sześciu eksperymentach w 29 krajach, z udziałem 995 osób. Części uczestników mówiono, że badacze spodziewają się, że uśmiech nie zmieni nastroju. Inni sami w efekt nie wierzyli. Uśmiech i tak podnosił im zadowolenie, choć słabiej niż osobom, które w efekt wierzyły albo słyszały, że badacze na niego liczą.
Skoro zmarszczenie brwi ma wzmacniać smutek i złość, unieruchomienie tego mięśnia mogłoby łagodzić depresję. Metaanaliza z 2020 roku zebrała pięć badań z losowym przydziałem i placebo, z udziałem 417 osób z depresją. Po zastrzyku toksyny objawy słabły wyraźnie bardziej niż po zastrzyku placebo. Autorzy metaanalizy sami jednak zaznaczają, że trudno ukryć przed pacjentem, co dostał, bo toksyna zmienia wygląd twarzy, więc efekt mógł zostać zawyżony. Zespół Colesa dodaje, że placebo to w tych badaniach sól fizjologiczna, która mięśni nie unieruchamia, i że wyniki jego badań nad oczekiwaniami wzmacniają tę wątpliwość.
Ćwiczenie odtwarza wersję z Many Smiles, w której uśmiech przybiera się na polecenie, bez wzoru. Kolejność min jest losowa. Po każdej ocenisz, ile czujesz zadowolenia, na takiej samej skali od 1 do 7.
Usiądź wygodnie. Przed każdą miną zobaczysz polecenie i przycisk „Zaczynam”, a potem pięciosekundowe odliczanie.
O tyle punktów na skali od 1 do 7 rosło zadowolenie w Many Smiles po uśmiechu wobec obojętnej miny.
O tyle rosło zadowolenie u osób, które podczas min oglądały zdjęcia zwierząt i kwiatów, wobec osób bez zdjęć. Analiza bayesowska nie rozstrzygnęła tego wyniku.
Wynik w granicach przypadku, z umiarkowanymi dowodami na brak efektu.
Czy Twoi znajomi obstawią lepiej? Sprawdź, zanim przeczytają tę stronę.
O co spierają się badacze
Many Smiles nie zamknął sprawy długopisu. W analizie zaplanowanej z góry, z bardzo surowymi wykluczeniami, długopis dał umiarkowane dowody na brak efektu. Z łagodniejszymi kryteriami dał mocne dowody na mały efekt. Zespół zaznacza, że prawie połowę uczestników wykluczono za jakikolwiek ślad domysłu, o co chodzi w badaniu, bo dwie osoby oceniające musiały zgodnie uznać uczestnika za zupełnie nieświadomego. Autorzy przyznają, że taki podział mógł być wyjątkowo surowy.
Czy kamera znosi efekt? To druga sporna sprawa. Według badania Noaha znosi, ale było ono za małe, żeby to rozstrzygnąć. W metaanalizie Colesa nie było różnicy między badaniami, w których uczestnicy wiedzieli o nagrywaniu, a tymi, w których nie wiedzieli. W Many Smiles kamery nie było, a długopis i tak wypadł słabo. Phaf i Rotteveel idą w przeciwną stronę niż Strack. Twierdzą, że obecność innych osób może efekt wzmacniać. Ich wstępna analiza wcześniejszych badań, w których mimikę zmieniano niejawnie, była zgodna z tym pomysłem. Sami nazywają wniosek tymczasowym i proponują eksperymenty, które zmieniałyby obecność innych ludzi wprost.
Trzecia sprawa to oczekiwania. Gdy uczestnicy wiedzą, o co chodzi, efekt rośnie. Prace zespołu Colesa pokazują, że oczekiwania go nie tłumaczą w całości, ale przy badaniach, w których nie da się ukryć, co robi się z twarzą, na przykład przy botoksie, ta wątpliwość zostaje.
Źródła i siła dowodów
Ocena stoi na powtórzeniu Wagenmakersa i in. (2016) i na projekcie Many Smiles (Coles i in., 2022), oba zaplanowane i zarejestrowane z góry, na tysiącach osób, oraz na metaanalizie Colesa i in. (2019). Ogólny efekt mimiki na przeżywane emocje jest mały i różni się między badaniami, a w Many Smiles zależał od sposobu wywołania miny. Efekt długopisu w zębach pozostaje sporny. Badanie Noaha i in. (2018) wskazuje kamerę jako możliwą przyczynę, ale miało za mało osób do rozstrzygnięcia.
Ocena stoi na badaniu Hennenlottera i in. (2009, fMRI, 38 kobiet z losowym podziałem na grupy). To badanie przyczynowe, ale z grupami po 19 osób, bez zastrzyku pozorowanego i z wynikiem dotyczącym naśladowania gniewnych twarzy. Dwa późniejsze badania patrzenia na twarze, Kima i in. (2014, 7 kobiet) i Starka i in. (2023, 10 kobiet, pilotaż), nie miały grupy z pozorowanym zastrzykiem i dały wyniki, które się ze sobą nie zgadzają. Badań mózgu nad samym uśmiechem w tym kontekście brakuje.
Pierwszy zakład dotyczy badania 1 Stracka i in. (1988), średnie 4,32, 4,77 i 5,14 na skali od 0 do 9, kontrast liniowy t(89) = 1,85, p = 0,03 (wartość odpowiadająca testowi jednostronnemu). Drugi dotyczy powtórzenia Wagenmakersa i in. (2016), różnica 0,03 [-0,11; 0,16]; jednostronne czynniki Bayesa we wszystkich 17 laboratoriach wskazywały na brak efektu, w 13 wyraźniej niż anegdotycznie. Trzeci dotyczy Noaha i in. (2018): bez kamery t(162) = 2,48, p = 0,01, BF = 8,66, z kamerą t(162) = 0,19, p = 0,85, BF = 0,36, interakcja t(162) = 1,64, p = 0,051 jednostronnie. Czwarty dotyczy Many Smiles (Coles i in., 2022), różnica średnich na skali od 1 do 7: naśladowanie 0,49 [0,36; 0,61], uśmiech na polecenie 0,40 [0,23; 0,56], długopis 0,04 [-0,07; 0,15], BF₁₀ = 0,11-0,17; zdjęcia 0,30 [0,12; 0,48], BF₁₀ = 0,71-1,25. Liczby „na 100” to miara McGrawa i Wonga (1992). Mówi, jak często losowa osoba z jednej grupy ma wynik wyższy niż losowa osoba z drugiej, przy rozkładach normalnych o równej zmienności, i wynika z wielkości efektu d według wzoru 100 × Φ(d/√2). Dla badania z 1988 roku d = 0,49 według Noaha i in. (2018), bez przedziału. Dla powtórzenia z 2016 roku d to różnica średnich i jej przedział podzielone przez średnie odchylenie standardowe 1,51 podane przez Noaha i in. (2018). Dla Noaha i in. d to różnica średnich i jej przedział podzielone przez odchylenie standardowe obu grup z pracy. Metaanaliza z 2019 roku podaje d = 0,20 [0,14; 0,26] dla wszystkich wyników i 0,17 [0,11; 0,23] dla przeżywanych emocji. Strona nie zapisuje odpowiedzi ani ocen z ćwiczenia.