Tablica reklamowa
Tylu na 100 osób, według zgadzających się, przyjęłoby tablicę i, według odmawiających, odmówiłoby. Obie grupy uznały swój wybór za częstszy.
Odpowiesz na kilka krótkich pytań o siebie, na przykład czy kupujesz coś przez internet albo chodzisz do kina.
Przy każdym pytaniu oszacujesz, ile procent Polaków robi to samo. Prawdziwe odsetki pochodzą z badań Eurostatu. Na końcu czeka sytuacja z klasycznego badania ze Stanford i Twój wynik obok wyników z badań.
Szybka wersja to 6 pytań i jedna sytuacja. Pełna ma 12 pytań i dwie sytuacje. Odpowiedzi zostają w Twojej przeglądarce i nigdzie nie trafiają. Możesz też od razu czytać dalej, ale tekst niżej zdradza, czego szuka zadanie.
Odpowiedź wybierzesz też klawiszem 1 albo 2. Liczbę zatwierdza Enter.
W skrócie
To skłonność do przeceniania tego, jak wielu ludzi wybiera, myśli albo robi to samo co my. Osoby, które coś robią, uważają to za częstsze niż osoby, które tego nie robią, także w porównaniu z prawdziwymi danymi. Po angielsku: false consensus effect.
Tu kryje się nazwa efektu i jego opis. Zdradzają, na czym polega zadanie, więc najpierw sprawdź się na sobie albo odkryj je od razu.
Efekt fałszywej zgodności
Lee Ross, David Greene i Pamela House dali 320 studentom Uniwersytetu Stanforda po jednej krótkiej historii z wyborem. Każdy najpierw szacował, jaki odsetek rówieśników wybierze każdą z dwóch możliwości, a dopiero potem pisał, co zrobiłby sam. We wszystkich czterech historiach osoby, które wybrały pierwszą możliwość, uważały ją za częstszą niż osoby, które wybrały drugą. Średnio 66 wobec 49 na 100.
Która grupa szacowała trafniej? Z takich danych tego nie wiadomo. To porównanie dwóch grup, a nie miara błędu. Dlatego w pierwszej części zadania pytania mają prawdziwe odsetki z badań Eurostatu. Dzięki nim widać, czy szacunek przesuwa się w stronę tego, co robi sama osoba, w porównaniu z tym, jak jest naprawdę.
Joachim Krueger i Russell Clement z Brown University dali 122 studentom 40 stwierdzeń z kwestionariusza osobowości, takich jak „Lubię poezję” albo „Bardzo łatwo się pocę, nawet w chłodne dni”. Każdy najpierw odpowiadał, czy się z nim zgadza, a potem szacował, jaki odsetek dorosłych się zgadza. Prawdziwe odsetki pochodziły z norm kwestionariusza, zebranych w dużej ogólnokrajowej próbie.
Czy błąd szacunku rósł przy stwierdzeniach, z którymi dana osoba sama się zgadzała? Autorzy policzyli to oddzielnie dla każdej badanej osoby. Tak było u większości badanych, od 67 do 90 na 100 w czterech grupach. Przeciętna siła tego związku była niewielka, ale wyraźna.
Twoje odpowiedzi. Przy każdym pytaniu: Twoja ocena, prawdziwy odsetek i różnica w punktach procentowych. Niebieski pasek oznacza przesunięcie o co najmniej 10 punktów w stronę Twojej odpowiedzi, szary o co najmniej 10 punktów w przeciwną stronę.
Jaki odsetek, według badanych, podpisałby zgodę? Szacunki osób, które same podpisałyby zgodę, i osób, które by odmówiły.
W badaniu z 1977 roku zgodę podpisałoby 53 z 80 studentów. W Many Labs 2 tę sytuację rozwiązało 7205 osób z wielu krajów. W badaniu z 1977 roku najpierw był szacunek, a potem własny wybór, tak jak na tej stronie.
Jaki odsetek, według badanych, zapłaci grzywnę zamiast iść do sądu? Szacunki osób, które same by zapłaciły, i osób, które poszłyby do sądu.
W badaniu z 1977 roku do sądu poszłoby 43 z 80 studentów, czyli większość. Mimo to sami idący do sądu oceniali, że zrobi tak tylko 48 na 100 osób. Efekt Rossa i współpracowników jest więc względny: osoby z jednym wyborem szacują go wyżej niż osoby z drugim, ale nie zawsze uważają się za większość. W Many Labs 2 tę sytuację rozwiązało 7827 osób.
Skoro wiedza o efekcie go nie usuwa, co dzieje się w głowie, gdy przypisujemy innym własne wybory?
Co dzieje się w mózgu
Badań mózgu nad samym efektem fałszywej zgodności jest niewiele. Większość tej części stoi na jednej grupie 28 studentów z Los Angeles, której wyniki opisano w dwóch pracach. Ostatni przystanek pokazuje badanie pokrewnego zadania, w którym ludzie oceniali siebie i nieznajomą osobę.
Kształty obszarów pochodzą z atlasu kory HCP-MMP1, a jądro półleżące z atlasu struktur podkorowych. Zaznaczamy obszary atlasu najbliższe miejscom podanym w pracach. To przybliżenie miejsca, a nie zmierzona aktywność. Model można obracać palcem albo myszą.
Zespół Locke’a Welborna i Matthew Liebermana najpierw zapytał studentów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles o zdanie w ponad 150 sprawach, od społecznych i politycznych po codzienne, jak nitkowanie zębów. Każda odpowiedź była liczbą od 0 do 100, od zdecydowanego sprzeciwu do pełnego poparcia. Ten sam kwestionariusz wypełniła wcześniej duża grupa studentów tej uczelni, co dało punkt odniesienia dla każdej sprawy. Do skanera trafiły osoby i sprawy, w których własne zdanie odbiegało od tej średniej o co najmniej 15 punktów.
Kilka dni później 28 osób w skanerze fMRI szacowało, jak do tych spraw podchodzi zwykły student. Gdy szacowały bez żadnej dodatkowej informacji, przeceniały poparcie dla własnego zdania średnio o 10 punktów na skali od 0 do 100. Badacze sprawdzali kilka miejsc mózgu wybranych z góry na podstawie wcześniejszych metaanaliz. U osób, które silniej przeceniały, podczas szacowania mocniej pracowały brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa i jądro półleżące, które w tych metaanalizach wiązały się z oceną wartości i nagrody.
To związek między osobami, a nie reakcja mózgu na pojedyncze pytanie. Wyniki dla obu obszarów były ledwie istotne, bez poprawki na liczbę sprawdzanych miejsc. Autorzy widzą w nich znak, że przypisywanie innym własnych poglądów jest po części motywowane potrzebą uznania ich za normalne. Sami zastrzegają, że aktywność tych obszarów może być skutkiem przeceniania, a nie jego przyczyną.
Drugie miejsce wybrane z góry pochodziło z metaanalizy badań nad regulacją emocji. To prawa brzuszno-boczna kora przedczołowa, w okolicy prawego zakrętu czołowego dolnego. U studentów, u których pracowała mocniej, szacunki mniej przesuwały się w stronę własnego zdania. Ten sam obszar po lewej stronie nie miał takiego związku.
Razem z poprzednim przystankiem cztery miejsca mózgu i czas odpowiedzi wyjaśniały około połowy różnic w przecenianiu między badanymi. To dopasowanie w tej samej grupie, bez sprawdzenia na nowych osobach, a pojedynczy wynik dla prawej kory przedczołowej znów był ledwie istotny. Autorzy proponują, że ten obszar może hamować projekcję, i sugerują sprawdzenie, czy pomogłyby ćwiczenia samokontroli. To propozycja, której nie badano.
W skanerze część pytań przychodziła z dodatkową informacją, rzekomo o zdaniu innego studenta. Naprawdę była zmyślona przez badaczy: albo prawie taka sama jak zdanie badanego, albo bliska prawdziwej średniej, czyli odległa od jego zdania. Gdy inny student rzekomo się zgadzał, przecenianie było największe, średnio 19 punktów. Gdy się nie zgadzał, najmniejsze, około 8 punktów.
Welborn i Lieberman przeanalizowali te same dane jeszcze raz, pytanie po pytaniu. Wielkość przeceniania w danym pytaniu wiązała się z pracą mózgu tylko wtedy, gdy informacja była niezgodna z własnym zdaniem. Najsilniej pracował wtedy lewy przedklinek, w przyśrodkowej części tylnej kory, a także lewe złącze skroniowo-ciemieniowe i przyśrodkowa kora przedczołowa. Autorzy łączą te miejsca z myśleniem o sobie i o tym, co myślą inni. Analiza objęła cały mózg, z poprawką na wiele porównań.
Autorzy tłumaczą to tym, że niezgodna informacja uruchamia obronę własnego zdania jako normalnego. Biorą też pod uwagę prostsze wyjaśnienie: mózg może reagować na samo zaskoczenie, że ktoś myśli inaczej. To nadal ta sama grupa 28 osób, a nie nowe badanie.
To badanie pokrewnego zadania, a nie samego efektu. Diana Tamir i Jason Mitchell połączyli dane z czterech badań fMRI, razem 64 osoby. Badani odpowiadali na te same krótkie pytania, na przykład czy lubią sporty zimowe albo czy boją się wystąpień publicznych, raz o sobie, a raz o nieznajomej osobie ze zdjęcia z serwisu randkowego.
Im bardziej odpowiedź o nieznajomym odbiegała od odpowiedzi o sobie, tym mocniej pracowała grzbietowo-przyśrodkowa kora przedczołowa, czyli górna część przyśrodkowej kory czołowej. Autorzy widzą w tym ślad myślenia, które zaczyna od siebie jako punktu wyjścia i stopniowo się od niego odsuwa, tym bardziej, im bardziej druga osoba wydaje się inna. Trafności ocen to badanie nie mierzyło. Podział tej okolicy na część grzbietową i brzuszną autorzy sami nazywają wstępnym.
Na co dzień
Zgodzisz się, gdy badacz poprosi o pół godziny spaceru po kampusie z dużą tablicą na piersiach i plecach? Na tablicy jest napis „Jedz u Joego” albo „Nawróć się”. Masz notować, jak reagują przechodnie. Możesz odmówić, a zaliczenie udziału w badaniu i tak dostaniesz.
Tak wyglądało czwarte badanie Rossa, Greene’a i House’a. Tym razem wybór był prawdziwy. Spośród 80 studentów Stanforda zgodziło się 48. Dopiero po decyzji każdy szacował, jak postąpiliby inni. Osoby, które się zgodziły, oceniały, że zrobi tak większość. Osoby, które odmówiły, oceniały, że większość odmówi. Obie grupy nie mogły mieć racji jednocześnie.
Skąd u każdej grupy taka pewność? Ross i współpracownicy podali kilka możliwych wyjaśnień, ale ich nie sprawdzali. Zwykle przebywamy wśród ludzi podobnych do nas, więc łatwiej przychodzą nam do głowy przykłady osób, które wybierają tak jak my. Każdy też inaczej wyobraża sobie tę samą sytuację. Ktoś, kto spodziewa się drwin znajomych, łatwiej odmówi i uzna, że inni też odmówią, bo widzi tę samą sytuację, którą sobie wyobraził.
Na kogo przenosimy własne wybory najchętniej? Jordan Robbins i Joachim Krueger zebrali 48 testów z 19 prac, razem ponad 5000 osób. Związek między tym, jak ludzie oceniali siebie, a tym, jak oceniali własną grupę, był duży. Przy grupie, do której nie należeli, był niewielki, choć wciąż dodatni. Co ciekawe, najsilniej przenosili siebie na własne grupy utworzone na chwilę w laboratorium, o których nic nie wiedzieli, a słabiej na własne grupy prawdziwe, na przykład uczelnię czy narodowość.
Tylu na 100 osób, według zgadzających się, przyjęłoby tablicę i, według odmawiających, odmówiłoby. Obie grupy uznały swój wybór za częstszy.
Tyle osób z wielu krajów rozwiązało w projekcie Many Labs 2 sytuację z nagraniem do reklamy. Różnica między grupami wyszła większa niż w oryginale.
Nawet gdy podano, że zgodziło się 20 z 20 wylosowanych studentów, osoby, które same by odmówiły, szacowały zgodę o 15 punktów niżej niż te, które by się zgodziły.
Czy da się przed tym obronić?
Krueger i Clement podzielili 122 studentów na cztery grupy. Jedna przed szacowaniem przeczytała, że ludzie, którzy zgadzają się ze stwierdzeniem, zwykle podają odsetek wyższy od prawdziwego, i że trzeba się starać o dokładność. Druga po każdym szacunku widziała prawdziwy odsetek. Trzecia dostała jedno i drugie, czwarta nic. We wszystkich czterech grupach szacunki przesuwały się w stronę własnej odpowiedzi w podobnym stopniu. Prawdziwe odsetki zmniejszyły tylko przeciętny błąd szacunku, z około 22 do 18-19 punktów.
Czy ten efekt łatwiej przypisać innym niż sobie? W drugim eksperymencie 97 studentów dowiadywało się, że rzekomo losowo wybrana inna osoba zgadza się albo nie zgadza ze stwierdzeniem. Badani spodziewali się, że ta osoba przeceni zgodność innych z sobą. Ich własny ostateczny szacunek zależał jednak od własnej odpowiedzi ponad dwa razy silniej niż od odpowiedzi tej drugiej osoby, o 21 wobec 10 punktów. Autorzy piszą, że ludzie mogą nie dostrzegać projekcji u siebie, choć zakładają ją u innych.
Co się dzieje, gdy ludzie znają wybory innych? Ekonomiści Dirk Engelmann i Martin Strobel zmienili warunki. W ich eksperymencie 16 osób w sesji wybierało między dwiema możliwościami, a potem szacowało wybory losowo wybranej części grupy i dostawało pieniądze za trafne szacunki. W połowie rund przed szacowaniem badani poznawali wybory innych uczestników. W tych rundach efektu fałszywej zgodności nie było. Badani dawali własnemu wyborowi nawet mniej wagi, niż należało. Bez informacji o innych efektu też nie udało się wykazać.
Te wyniki sugerują, że sama świadomość efektu niewiele zmienia. W badaniu Engelmanna i Strobla efektu nie było, gdy badani znali wybory innych uczestników, a za trafność dostawali pieniądze. Zanim uznasz, że „wszyscy tak robią”, warto więc zapytać, skąd to wiesz i czy ludzie, których znasz, są podobni do reszty.
Jak bardzo Twoi znajomi przeceniają to, co sami robią? Sprawdź, zanim przeczytają tę stronę.
O co spierają się badacze
Robyn Dawes w 1989 roku spojrzał na dane Rossa i współpracowników okiem statystyka. Twój własny wybór to prawdziwa informacja o ludziach, jedna obserwacja z populacji. Jeśli sam coś robisz, rozsądnie jest uznać to za trochę częstsze, niż uznałaby osoba, która tego nie robi. Według Dawesa nawet tak mała próba powinna wyraźnie zmieniać szacunek, więc wyższe oceny u osób z danym wyborem nie dowodzą jeszcze błędu.
A gdyby porównać szacunki z prawdziwymi odsetkami? Właśnie takim porównaniem odpowiedzieli Dawesowi Krueger i Clement. Ich miara omija ten argument, bo zestawia szacunki każdej osoby z prawdziwymi odsetkami w wielu pytaniach. Jeśli ktoś tylko rozsądnie korzysta z własnej obserwacji, jego szacunki mogą być wyższe przy tym, co sam robi, ale błąd nie powinien systematycznie rosnąć w stronę jego odpowiedzi. U większości badanych rósł. W trzecim eksperymencie 222 studentów dostało opis badania z tablicą reklamową i kolejno informacje, że zgodził się 1 wylosowany uczestnik, potem 3 z 3, a w końcu 20 z 20. Gdy zgodziło się 20 z 20, rachunek prawdopodobieństwa dawał około 95%. Osoby, które same by się zgodziły, szacowały 67%, a te, które by odmówiły, 52%.
Wynik Engelmanna i Strobla pokazuje z kolei, że w warunkach z prawdziwą informacją o innych i pieniędzmi za trafność efekt może zniknąć. Z drugiej strony projekt Many Labs 2 potwierdził klasyczną różnicę między grupami na ponad 7000 osób w kilkudziesięciu próbach z wielu krajów. W porównaniu prób z krajów zachodnich i pozostałych różnica nie była istotna, ale tamten pomiar nie mówi, kto szacował trafnie.
Druga oś sporu dotyczy tego, co dzieje się w głowie. Ross i współpracownicy przypuszczali między innymi, że wybór i szacunek wynikają z tego samego sposobu wyobrażenia sobie sytuacji. Krueger i Clement uważają, że związek „ja” z tym, co typowe, powstaje automatycznie i bez rachunku. Welborn i współpracownicy łączą przecenianie z motywacją, by własne poglądy uznać za normalne. Tamir i Mitchell opisują myślenie, które zaczyna od siebie i stopniowo się od tego punktu odsuwa. Te wyjaśnienia nie muszą się wykluczać.
Źródła i siła dowodów
Efekt opisali Ross, Greene i House (1977) w czterech badaniach. Many Labs 2 (Klein i in., 2018) powtórzyło dwie sytuacje z pierwszego badania na 7205 i 7827 osobach z wielu krajów, z wynikiem większym niż w oryginale. Metaanaliza 115 testów z 1985 roku uznała go za stały i umiarkowany (Mullen i in., 1985). Krueger i Clement (1994) pokazali błąd także w porównaniu z prawdziwymi odsetkami. Dawes (1989) i Engelmann i Strobel (2000) kwestionują jednak, czy klasyczny pomiar dowodzi błędu i czy efekt przetrwa przy prawdziwej informacji o innych.
Ocena stoi na badaniu fMRI Welborna i współpracowników (2017) i drugiej analizie tych samych danych (Welborn i Lieberman, 2018). To 28 osób, bez prerejestracji. W pracy z 2017 roku wyniki dla wybranych z góry miejsc mózgu były ledwie istotne i bez poprawki na liczbę sprawdzanych miejsc. W pracy z 2018 roku wyraźne wyniki pojawiły się tylko przy informacji niezgodnej z własnym zdaniem. Większe badanie Tamir i Mitchella (2010, 64 osoby) dotyczy pokrewnego zadania, a nie samego efektu, więc oceny nie podnosi.
Pierwsza część ma układ jak pierwszy eksperyment Kruegera i Clementa (1994): najpierw własna odpowiedź, potem szacunek odsetka. Zamiast stwierdzeń z kwestionariusza osobowości są pytania o zachowania, dla których Eurostat podaje odsetki dla Polski. Badanie wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych z 2025 roku (osoby w wieku 16-74 lat) daje odsetki dla zakupów przez internet w ciągu 12 miesięcy (69,7%) oraz, w ciągu 3 miesięcy, dla mediów społecznościowych (63,3%), bankowości internetowej (58,2%), szukania informacji o zdrowiu (47,7%), narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji (22,7%), sprzedaży przez internet (15,0%) i kursów przez internet (10,4%). Moduł uczestnictwa społecznego badania EU-SILC z 2022 roku (osoby w wieku 16 lat i więcej) daje odsetki osób, które w ciągu 12 miesięcy przeczytały co najmniej jedną książkę, także e-book albo audiobook (54,6%), były w kinie (38,1%), zwiedzały muzeum, galerię, zabytek albo stanowisko archeologiczne (31,6%), były w teatrze, na koncercie albo na balecie (18,7%) i oglądały na miejscu wydarzenie sportowe (16,6%). Pytania o siebie dotyczą tych samych okresów. Szybka wersja ma 6 pytań, pełna 12, w losowej kolejności. Wskaźnik na stronie to średni błąd szacunku przy odpowiedziach „tak” minus średni błąd przy odpowiedziach „nie”. Obok podajemy korelację własnej odpowiedzi z błędem, czyli miarę Kruegera i Clementa.
Druga część to dwie sytuacje z pierwszego badania Rossa, Greene’a i House’a (1977), powtórzone w Many Labs 2 (Klein i in., 2018), napisane od nowa po polsku. W oryginale kierowca jechał 38 mil na godzinę w strefie, gdzie wolno 25, czyli w przybliżeniu 61 i 40 km/h, a grzywna wynosiła 20 dolarów. Kwotę 200 zł przyjęliśmy sami. Tak jak w badaniu z 1977 roku, najpierw jest szacunek, a potem własny wybór. Szybka wersja ma tylko sytuację ze sklepem.
Powierzchnia kory pochodzi ze średniej grupowej HCP S1200 (Van Essen i in., 2013), a granice obszarów z atlasu HCP-MMP1 (Glasser i in., 2016). Jądro półleżące pochodzi z Melbourne Subcortex Atlas (Tian i in., 2020). Współrzędne podano w układzie MNI. Brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa: środek obszaru badanego przez Welborna i współpracowników (2017) −2, 40, −8; najbliżej leżą obszary s32, p32 i 10r. Jądro półleżące: −6, 8, −4 i 6, 10, −8. Prawa brzuszno-boczna kora przedczołowa: 50, 30, −8; obszary 47l i 45. Lewy przedklinek: −9, −52, 4; lewe złącze skroniowo-ciemieniowe: −42, −64, 25; przyśrodkowa kora przedczołowa: −6, 62, 22 (Welborn i Lieberman, 2018, wszystkie trzy przy informacji niezgodnej); obszary POS1 i v23ab, PGi i TPOJ3 oraz 9m i 10d. Grzbietowo-przyśrodkowa kora przedczołowa: 6, 60, 20 i 5, 50, 22 (Tamir i Mitchell, 2010); obszary 9m i 10d.