Twarz jak w lustrze
Tyle kobiet w drugim badaniu z 1977 roku wybrało odwróconą wersję własnego zdjęcia. Większość partnerów wolała wersję zwykłą.
Zadanie jest wzorowane na badaniach, w których dorośli oceniali nieznane znaki, słowa i obrazy.
Na ekranie pojawią się po kolei nieznane znaki, podobne do pisma. Przyjrzyj się im, a potem ocenisz, jak bardzo każdy z nich Ci się podoba. Na końcu Twój wynik stanie obok wyników badań, w których ludzie robili to samo.
Szybka wersja ma 12 znaków. Pełna ma 20 znaków i na końcu krótki test pamięci. Odpowiedzi zostają w Twojej przeglądarce i nigdzie nie trafiają. Możesz też od razu czytać dalej, ale tekst niżej zdradza, czego szuka zadanie.
Ocenę wybierzesz też klawiszami od 1 do 7.
W skrócie
To skłonność do lubienia rzeczy tylko dlatego, że już się je widziało albo słyszało. Wystarczy kilka zetknięć z nowym znakiem, twarzą czy melodią, bez nagrody i bez żadnych informacji, żeby oceniać je trochę lepiej niż całkiem nowe. Po angielsku: mere exposure effect.
Tu kryje się nazwa efektu i jego opis. Zdradzają, na czym polega zadanie, więc najpierw sprawdź się na sobie albo odkryj je od razu.
Efekt czystej ekspozycji
Kellen Mrkva i Leaf Van Boven powiedzieli 100 dorosłym Amerykanom, że badają pamięć. Każdy obejrzał trzy krótkie pokazy: znaki chińskie, słowa tureckie i kawałki abstrakcyjnego obrazu. Każdy element był na ekranie przez sekundę. Z ośmiu elementów w zestawie dwa pojawiły się 9 razy, dwa 3 razy, a cztery wcale. Potem badani oceniali wszystkie osiem.
Czy to duża różnica? Niewielka, ale dotyczyła większości ludzi. W artykule, na skali od −3 do +3, elementy niepokazane dostały średnio −0,28, pokazane 3 razy 0,05, a pokazane 9 razy 0,30. Autorzy udostępnili też surowe dane. Samo pytanie „Jak bardzo podoba Ci się ten obraz?”, na skali od 1 do 7 takiej jak na tej stronie, dało w nich średnio 4,0, 4,4 i 4,7. W tych danych u 70 ze 100 osób elementy widziane 9 razy miały średnio wyższą ocenę sympatii niż niepokazane, u 13 taką samą, a u 17 niższą.
W zadaniu każdy znak trafił losowo do jednej z czterech grup: pokazany 0 razy, raz, 3 razy albo 9 razy. Tak samo jak u Mrkvy i Van Bovena, każdy znak był na ekranie przez sekundę. Wykres pokazuje średnią ocenę znaków w każdej grupie, a linia przerywana średnie odpowiedzi na to samo pytanie w ich pierwszym badaniu.
Twoje średnieMrkva i Van Boven, 100 osób (bez grupy „raz”)
| Ile razy znak był na ekranie | Ty | Badanie z 2020 roku |
|---|---|---|
| 0 razy | 4,0 | |
| raz | nie badano | |
| 3 razy | 4,4 | |
| 9 razy | 4,7 |
Jak bardzo wynik jednej osoby się waha? W danych Mrkvy i Van Bovena każda osoba oceniała po 6 elementów widzianych 9 razy i 12 niepokazanych. U 90 na 100 osób różnica między tymi grupami wynosiła od −0,5 do 2,8 punktu na skali od 1 do 7. W zadaniu na tej stronie znaków w każdej grupie jest mniej, 3 albo 5, więc pojedynczy wynik waha się jeszcze bardziej.
W pełnej wersji po ocenach był test pamięci. Pozwala sprawdzić, czy znaki widziane wcześniej dostawały wyższe oceny także wtedy, gdy nie udało się ich rozpoznać. Sylvie Willems i jej współpracownicy pokazali w Liège 14 osobom z chorobą Alzheimera i 14 zdrowym osobom w podobnym wieku zdjęcia twarzy, każde 5 razy, za każdym razem przez 17 milisekund. Potem przy 15 parach twarzy, jednej pokazanej i jednej nowej, pytali, która bardziej się podoba, a przy kolejnych 15 parach, którą twarz widzieli. Pacjenci rozpoznawali pokazane twarze w 53 na 100 par, czyli na poziomie zgadywania, a zdrowe osoby w 65. Pokazaną twarz jako ładniejszą wybierali jednak tak samo często, 57 i 58 razy na 100. Autorzy sami zaznaczają, że to efekt mały.
Skoro wystarczy samo patrzenie, co zmienia się w głowie przy kolejnym spotkaniu z tym samym obrazem?
Co dzieje się w mózgu
Co wiadomo o pracy mózgu przy tym efekcie? Niewiele, bo badania obrazowe samego efektu są trzy i wszystkie małe: 9 osób w badaniu PET, 21 i 32 osoby w dwóch badaniach fMRI. Wskazują częściowo różne miejsca. Dwa podają wyniki bez poprawki na liczbę porównań, trzecie z poprawką na wielkość skupisk aktywności. Ostatni przystanek pokazuje osoby z chorobą Alzheimera, u których badano tylko zachowanie, bez obrazowania mózgu.
Kształty obszarów pochodzą z atlasu kory HCP-MMP1, a hipokamp, skorupa i jądro ogoniaste z atlasu struktur podkorowych. Zaznaczamy obszary atlasu najbliższe miejscom podanym w pracach. To przybliżenie miejsca, a nie zmierzona aktywność. Model można obracać palcem albo myszą.
Zebrowitz i Zhang zaprosili 32 osoby z okolic Bostonu. Jeszcze przed skanowaniem każda oglądała w skanerze 10 twarzy mężczyzn innej rasy niż własna i 10 obiektów, znaków chińskich albo wielokątów. Każdy obraz migał 10 razy, za każdym razem przez 100 milisekund, a zaraz po nim pojawiała się jego pocięta i przemieszana wersja. Potem badani widzieli te obrazy jeszcze raz, razem z nowymi, i oceniali, jak bardzo każdy im się podoba.
Na twarze już widziane słabiej reagowały obszary z tyłu mózgu, które przetwarzają obrazy, w tym zakręt wrzecionowaty po obu stronach. Badacze nazywają to tłumieniem powtórzeniowym. Haczyk polega na tym, że w skanerze ludzie wcale nie oceniali znanych twarzy i obiektów wyżej niż nowych. Autorzy tłumaczą to zbyt grubą skalą ocen, która miała tylko 3 punkty.
Boczna kora oczodołowo-czołowa leży na spodzie płatów czołowych, po bokach. Zebrowitz i Zhang zauważyli, że pracowała słabiej przy twarzach i obiektach już widzianych, a nawet przy nowych twarzach z tej samej grupy co oglądane. Za to w przyśrodkowej części tej kory i w innych obszarach wiązanych z nagrodą nie znaleźli żadnego wzrostu.
Inne badania łączą boczną część tej kory z reakcją na rzeczy nieprzyjemne. Dlatego autorzy uznali, że znajomość nie tyle dodaje przyjemności, ile zmniejsza obawę przed czymś nowym, jak proponował Robert Zajonc. To wniosek z samego miejsca aktywności, bez potwierdzenia w ocenach, które w tym badaniu się nie zmieniły. W badaniach Mrkvy i Van Bovena miara obawy wyjaśniała tylko niewielką część wzrostu sympatii.
Rebecca Elliott i Raymond Dolan pokazywali japońskie znaki tak krótko, przez 50 milisekund, i tak szybko zasłaniali je czarno-białą szachownicą, że badani widzieli tylko migotanie. Każdy znak pojawił się 10 razy. Potem przy parach znaków, jednym pokazanym i jednym nowym, raz pytali, który był wcześniej, a raz, który przyjemniej się ogląda.
Pokazany znak badani rozpoznawali w 49,6 na 100 par, czyli na poziomie zgadywania. Jako przyjemniejszy wybierali go jednak w 59,3 na 100 par. Gdy znajomość wpływała na wybór ładniejszego znaku, a nie na odpowiedź o pamięć, mocniej pracowała prawa kora przedczołowa w okolicy dolnego zakrętu czołowego. Autorzy łączą ją z przywoływaniem z pamięci bez świadomości. To 9 osób, a wyniki podano bez poprawki na liczbę porównań. Autorzy uzasadniają to tym, że obszary były przewidywane.
Zespół z Aarhus skomponował 30 krótkich melodii. Przez godzinę 21 osób słuchało części z nich 2, 8 albo 32 razy i miało wychwycić fałszywy dźwięk. Potem w skanerze oceniało melodie znane i nowe na skali od 1 do 5. Najczęściej słuchane podobały się bardziej niż nowe, ale tylko to jedno porównanie było istotne, i to ledwie.
Z liczbą odsłuchań rosła aktywność grzbietowo-bocznej kory przedczołowej po obu stronach i kory ciemieniowej. Autorzy łączą to z automatycznym przypominaniem sobie melodii, bo w skanerze nikt nie pytał o pamięć. Z oceną sympatii wiązała się za to lewa przednia wyspa i dwie części prążkowia, skorupa i jądro ogoniaste. Te dwa zestawy miejsc się nie pokrywają. Autorzy sami piszą, że wyniki nie mają poprawki na liczbę porównań.
W badaniu z Liège, opisanym przy wyniku, pacjenci rozpoznawali pokazane twarze na poziomie zgadywania, a wybierali je jako ładniejsze tak samo często jak zdrowe osoby. Autorzy uznali, że preferencja nie wymaga świadomego przypomnienia. Według nich opiera się na śladzie w obszarach kory przetwarzających obraz, które w chorobie Alzheimera pozostają względnie oszczędzone. To ich hipoteza, bo w badaniu nie obrazowano mózgu.
Wcześniejsze badanie PET z 1998 roku daje z tym spójny obraz. Prawy zakręt przyhipokampowy, sąsiad hipokampa, pracował słabiej przy znakach już widzianych, niezależnie od tego, o co pytano. Mózg odróżniał więc stare znaki od nowych, choć badani nie potrafili tego zrobić. Wynik leżał dokładnie na progu istotności.
Na co dzień
Lustro pokazuje twarz odwróconą. Każda drobna asymetria, przedziałek czy uniesiony kącik ust, leży w nim po przeciwnej stronie niż na zdjęciu. Patrzysz na tę odwróconą wersję co rano, a inni ludzie przez cały dzień oglądają Cię nieodwróconą.
Theodore Mita, Marshall Dermer i Jeffrey Knight z Uniwersytetu Wisconsin w Milwaukee zrobili studentkom zdjęcie twarzy i wywołali je z jednego negatywu dwa razy, raz zwyczajnie, a raz w lustrzanym odbiciu. Na kolejnym spotkaniu każda wybierała, które zdjęcie bardziej jej się podoba. Osobno to samo robiła osoba, która dobrze zna jej twarz. W pierwszym badaniu była to przyjaciółka, w drugim partner.
W drugim badaniu 26 z 38 kobiet wybrało wersję lustrzaną. Przy pięciu kolejnych wyborach 19 z 28 partnerów częściej wolało wersję zwykłą. W pierwszym badaniu badane uzasadniały wybór na przykład „lepszym przechyleniem głowy” albo „ładniejszymi oczami”. Autorzy piszą, że wygląda to prawie tak, jakby czasem wymyślały różnice, bo oba zdjęcia pochodziły z tego samego negatywu. Nikt nie odgadł, o co chodzi w badaniu. To, jak często każda osoba oglądała którą wersję, autorzy przyjęli jako założenie, bez pomiaru.
Czy to działa także z ludźmi, których prawie nie zauważamy? W jednej sali wykładowej tak wyszło. Richard Moreland i Scott Beach sprawdzili to na kursie z psychologii osobowości. Cztery podobne do siebie kobiety przychodziły na wykład 0, 5, 10 albo 15 razy na 40 zajęć. Siadały tak, żeby widziała je cała sala, słuchały i notowały, ale nie nawiązywały z nikim kontaktu, ani słowem, ani gestem. Po semestrze 130 studentów oglądało ich zdjęcia. Każdą z kobiet za znajomą z widzenia uznało tylko od 8 do 13 na 100 osób, bez względu na liczbę wizyt. Najwięcej, 13 na 100, wskazało tę, której na sali w ogóle nie było. Mimo to im częściej kobieta bywała na wykładzie, tym większą budziła sympatię. Wskaźnik sympatii, czyli średnia ocen 10 cech, takich jak ciekawa, ciepła czy szczera, na skali od 1 do 7, wyniósł 3,62 dla kobiety nieobecnej i 4,38 dla tej, która przyszła 15 razy. Każdej liczbie wizyt odpowiadała jednak jedna kobieta. W ocenach innej grupy studentów przed badaniem się nie różniły.
Czy z muzyką jest tak samo? Bywa podobnie, ale nie zawsze. Karl Szpunar i jego współpracownicy z Toronto puszczali 40 studentom 15-sekundowe fragmenty muzyki orkiestrowej 2, 8 albo 32 razy. Gdy studenci słuchali nagranego opowiadania, a muzyka grała w tle, sympatia rosła aż do 32 odsłuchań. Gdy studenci słuchali uważnie, bo mieli rozpoznać instrument, sympatia była najwyższa przy 8 odsłuchaniach, a przy 32 nie różniła się od punktu wyjścia.
Od czego Zajonc zaczął swoją pracę z 1968 roku? Od depeszy z Oregonu. Na zajęcia z perswazji przychodził od dwóch miesięcy student owinięty w wielki czarny worek, spod którego wystawały tylko bose stopy. Według prowadzącego, cytowanego w depeszy, nastawienie 20 studentów z grupy zmieniło się od wrogości, przez ciekawość, aż po przyjaźń. To relacja prasowa, a nie badanie, ale dobrze pokazuje, od czego zaczęło się pytanie.
Tyle kobiet w drugim badaniu z 1977 roku wybrało odwróconą wersję własnego zdjęcia. Większość partnerów wolała wersję zwykłą.
Po tylu odsłuchaniach fragment muzyki orkiestrowej podobał się najbardziej. Przy 32 sympatia nie różniła się od punktu wyjścia.
Średnia sympatii na skali od 1 do 7 dla kobiety, której nie było na sali, i dla tej, która przyszła 15 razy. Tę drugą za widzianą uznało tylko 12 na 100 osób.
Czy da się przed tym obronić?
Inne badanie Bornsteina i D’Agostino, przywoływane przez de Zilvę i współpracowników, pokazało słabszy efekt, gdy badanym mówiono, że wszystkie oceniane obrazy już widzieli, a silniejszy, gdy mówiono, że wszystkie są nowe. Ladd i Gabrieli przywołują jednak inne prace, w których efekt nie słabł, gdy ludzie mieli okazję zauważyć, skąd bierze się ich wrażenie.
Czy im częściej coś widać, tym bardziej się podoba? Nie bez końca. R. Matthew Montoya i jego współpracownicy zebrali 268 krzywych z 81 artykułów, razem ponad 8000 osób. Przy samych ocenach sympatii wzrost średnio zatrzymywał się po około 36 pokazach, a potem sympatia spadała. Autorzy zaznaczają, że to miejsce trudno wskazać dokładnie. Spadku nie tłumaczą nudą, tylko tym, że bodziec zostaje w pełni poznany.
Czy liczy się, co jeszcze pojawia się obok? Tak, bo efekt zależy od porównania. W trzecim badaniu Mrkvy i Van Bovena 400 osób oglądało elementy pokazane różną liczbę razy w jednym pokazie albo wszystkie tyle samo razy. Gdy w pokazie były elementy częstsze i rzadsze, sympatia rosła z liczbą pokazów mniej więcej dwa razy silniej. W czwartym badaniu, ze znakami chińskimi oraz słowami tureckimi i angielskimi, liczyło się, czy element pojawiał się częściej niż inne w tym samym pokazie. Sama liczba pokazów, gdy uwzględniono tę pozycję, nie zmieniała ocen istotnie.
Czy na wszystkich działa tak samo mocno? Być może nie. W dwóch małych badaniach z MIT, z 24 i 43 osobami, osoby bardziej lękowe, z natury i w chwili badania, miały nieco słabszy efekt. To korelacja na granicy istotności, a nie dowód, że lęk osłabia efekt. Pojedynczy kontakt z nowym słowem wystarczył tam, żeby badani woleli je od nowego w 58-59 parach na 100.
Wyniki laboratoryjne sugerują więc, że efekt działa najmocniej wtedy, gdy coś po prostu wraca, w tle, częściej niż reszta. Gdy coś wydaje Ci się dobre, warto zapytać, czy wiesz o tym coś więcej poza tym, że często to widzisz.
Czy Twoim znajomym też spodobają się znaki, które już widzieli? Sprawdź, zanim przeczytają tę stronę.
O co spierają się badacze
Za tym, że świadomość nie jest potrzebna, przemawia kilka wyników. Pierwszy opisali William Raft Kunst-Wilson i Robert Zajonc w 1980 roku. Pokazali 24 osobom ośmiokąty, każdy 5 razy przez milisekundę, a obraz dodatkowo przyciemniano filtrem. Potem przy parach, jednym pokazanym i jednym nowym, badani wskazywali, który już widzieli, i który bardziej im się podoba. Pokazany ośmiokąt rozpoznawali w 48 na 100 par, czyli na poziomie zgadywania, ale jako ładniejszy wybierali go w 60 na 100.
Badani Elliotta i Dolana nie rozpoznawali znaków lepiej niż przypadkiem, a i tak częściej wybierali je jako przyjemniejsze. Pacjenci z Liège nie pamiętali twarzy, a wybierali je tak samo jak zdrowe osoby. W metaanalizie Montoyi i współpracowników krzywa rosła także przy obrazach pokazywanych najwyżej przez 15 milisekund. Autorzy sami nazywają ten próg umownym, a rozpoznawania w tych badaniach nie mogli porównać. Piszą, że wynik zgadza się z poglądem, że świadomość nie jest potrzebna.
Czy świadomość może efekt wręcz osłabiać? Robert Bornstein i Paul D’Agostino uznali to za prawdopodobne. W dwóch eksperymentach, każdy ze 120 studentami, pokazywali wielokąty albo proste abstrakcyjne rysunki oraz zdjęcia twarzy młodych kobiet, przez 5 milisekund albo przez pół sekundy, od 0 do 20 razy. Obrazów pokazywanych przez 5 milisekund inne osoby nie odróżniały od pustej karty. To one wyraźniej zyskiwały sympatię wraz z liczbą pokazów. Te widoczne przez pół sekundy w pierwszym eksperymencie nie zyskały jej istotnie, a w drugim słabiej. Autorzy tłumaczą to tym, że kto wie, skąd zna obraz, może skorygować wrażenie. Sami zaznaczają, że tego wyjaśnienia nie sprawdzili wprost, a poparcie było tylko pośrednie. De Zilva i współpracownicy zwracają uwagę, że obrazy niewidoczne pokazywano tu znacznie krócej, a krótsze pokazy same w sobie dają silniejszy efekt, więc różnica może wynikać z czasu pokazu, a nie z braku świadomości.
De Zilva i jego współpracownicy z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii sprawdzili to inaczej. Obraz trafiał do jednego oka, a do drugiego szybko zmieniający się szum, który potrafi ukryć obraz przed świadomością na długo. Po każdym pokazie badany zgłaszał, czy coś zobaczył. Każdy obraz, który choć raz przebił się do świadomości, odpadał z analizy. W dwóch eksperymentach obrazy widoczne zyskiwały sympatię, słabo przy prostych konturach i wyraźnie przy twarzach. Obrazy ukryte nie zyskiwały jej istotnie. Różnicę między jednymi a drugimi potwierdził jednak dopiero eksperyment z twarzami, w którym pełne dane w obu warunkach miało 65 osób. Autorzy wnioskują, że w tych warunkach efekt nie występuje bez świadomości. Sami zastrzegają, że ta metoda może przepuszczać tylko najprostsze cechy obrazu.
Druga oś sporu dotyczy tego, skąd efekt się bierze. Jedno wyjaśnienie mówi, że coś znajomego łatwiej przetworzyć, a ta łatwość jest przyjemna. Drugie, że znajome po prostu mniej niepokoi. Mrkva i Van Boven uważają, że rzeczy widziane częściej bardziej się wyróżniają na tle innych, a to wyjaśniało w ich badaniach więcej niż łatwość i obawa. Montoya i współpracownicy piszą, że żaden z dotychczasowych modeli nie wyjaśnia wszystkich wyników, i proponują własny, w którym dobrze poznany bodziec wydaje się „właściwy”.
Źródła i siła dowodów
Efekt opisał Zajonc (1968). Metaanaliza Montoyi i współpracowników (2017) objęła 268 krzywych z 81 artykułów, z ponad 8000 osób. Mrkva i Van Boven (2020) powtórzyli podstawowy wynik w próbach internetowych liczących od 100 do 400 osób, ale w jednym z eksperymentów, z dodatkowym zadaniem w czasie pokazu, efekt nie był istotny. Jeden z testów stronniczości publikacji wypadł w metaanalizie niekorzystnie, drugi nie wykazał brakujących wyników. Wersja bez świadomości jest sporna (de Zilva i in., 2013).
Ocena stoi na badaniu fMRI Zebrowitz i Zhang (2012, 32 osoby, poprawka na wielkość skupisk). W skanerze nie wystąpił jednak sam efekt w ocenach, więc nie wiadomo, czy opisane zmiany mu towarzyszą. Badanie PET Elliotta i Dolana (1998) objęło 9 mężczyzn, a badanie fMRI Greena i współpracowników (2012) 21 osób, bez poprawki na liczbę porównań. Badanie osób z chorobą Alzheimera (Willems i in., 2002) wskazuje, że efekt nie wymaga świadomego przypomnienia, ale nie wskazuje, gdzie w mózgu powstaje. Nie znamy badań tego efektu ze stymulacją mózgu.
Układ jak w pierwszym eksperymencie Mrkvy i Van Bovena (2020): każdy znak jest na ekranie przez sekundę, a części znaków nie ma w pokazie wcale. Zamiast 0, 3 i 9 pokazów są cztery grupy, 0, 1, 3 i 9, jak w ich drugim i trzecim eksperymencie. Szybka wersja ma po 3 znaki w każdej grupie, pełna po 5. Przerwa między znakami trwa pół sekundy, a kolejność jest losowa, bez tego samego znaku dwa razy z rzędu. Znaki nie należą do żadnego pisma. Generuje je program z kresek na siatce 5 na 5 punktów. Z puli 24 znaków każda osoba dostaje losowe, a przydział do grup też jest losowy, więc żaden znak nie jest z góry „częsty”. Ocena na skali od 1 do 7, jak w badaniach Zajonca (1968) i de Zilvy i współpracowników (2013). W pełnej wersji po ocenach jest test pamięci, tak jak u Willems i współpracowników (2002) najpierw ocena, potem rozpoznanie. Średnie z danych Mrkvy i Van Bovena na wykresie i wynik o 70 na 100 osobach dotyczą pytania o sympatię („How much do you like this image?”), jednego z dwóch pytań, z których autorzy liczyli średnią w artykule.
Powierzchnia kory pochodzi ze średniej grupowej HCP S1200 (Van Essen i in., 2013), a granice obszarów z atlasu HCP-MMP1 (Glasser i in., 2016). Hipokamp, skorupa i jądro ogoniaste pochodzą z Melbourne Subcortex Atlas (Tian i in., 2020). Współrzędne w układzie MNI. Zebrowitz i Zhang (2012): zakręt wrzecionowaty −36, −66, −18 i 42, −64, −16, obszary FFC i VVC; boczna kora oczodołowo-czołowa −28, 20, −18 i 28, 40, −10, obszary 11l, a47r, 47s i 13l. Elliott i Dolan (1998) podają współrzędne jako układ Talairacha, ale obrazy normalizowali do szablonu MNI, więc traktujemy je jak MNI: prawy dolny zakręt czołowy 46, 12, 28, obszary 44, IFJa i IFJp; prawy zakręt przyhipokampowy 26, −38, −12, obszary PHA1 i PHA2 oraz sąsiedni hipokamp. Green i in. (2012) podają współrzędne Talairacha zamienione z MNI przekształceniem Bretta; po odwróceniu tego przekształcenia grzbietowo-boczna kora przedczołowa to około −49, 18, 42 i 44, 31, 32, obszary p9-46v, 46 i 8C; lewa przednia wyspa około −38, 0, 14, obszary MI i FOP3; skorupa i jądro ogoniaste z atlasu struktur podkorowych.